W bezgłośnym spektaklu
Rozgwieżdżonego nieba
W ciszy krzyczącej niemym pokazem
Tak bezgłośnym
Tak majestatycznym
Szrama biała na czerni kreślona
Ręką niewidzialną
Pozostawia ślad niknący
Zwiastunem będąc
Zapowiedzią
I czymś więcej
Niż kawałem skały utlenianej
Zmieniającej kolor
Rozpadającej się w pył
W bezgłośnym krzyku piękna
Czymś więcej z przyczyny jakże
prostej
Trywialnej w swej istocie
Ileż razy spektakl ów widziałeś
Oczyma ciała Twego
Podniesionymi w górę
przeczuciem?
|