Przychodzisz do mnie po cichu
Przytulasz się, całujesz
Patrzysz głęboko w oczy
Jak kot, unikając mego spojrzenia
I przewrotnie wymagasz
Oczekujesz wyimaginowanego
Oto ty, jakże to proste
Krzyczysz na mnie z całej siły
Uderzasz tak, by zabolało
Ciskasz, miotasz słów
kamieniami
Równowagi wszelkie niszcząc
Myśli wszelkie burząc
Niszcząc pomostów fundamenty
Oto ty, jakże to proste
Dotykasz z daleka prosząc o ukojenie
Zaczerpujesz spokoju skrę, drobinę
Budujesz się na tym co powiem,
postanowię
Dziękujesz za słowo me powiedziane
Cieszysz się z iskierki nadziei
ulotnej
Czekasz na kolejny raz
Oto ty, jakże to proste
Burzysz wszystko to co zbudowane
Depczesz wszystko wokół co
jeszcze nie zdeptane
Pioruny ciskasz tam gdzie ciszy spokój
Jesteś, później cię nie ma
Jesteś, później znikasz
[...]
Oto ty, jakże to proste
A ja ...
Cóż cię obchodzę
Nawet się nie spodziewam
Że obchodzić cię mógł bym
Bo jakże się spodziewać po tobie
czegoś
W czym interesu twego nie ma
Nawet nie czekam
Czy się odezwać zechcesz
Czy dotknąć raz kolejny mnie raczysz
Cóż że mnie to obchodzi
Cóż tam u ciebie
Ja jestem ja, tylko moje widzę
I wiem ze to dla ciebie wcale nie takie
proste
Ja jestem sobą, robię co mi się
słuszne wyda
I wiem że mnie osądzasz za cenę
wszelką
Ja jestem mną, w pełni tak bardzo jak
umiem
I wiem że masz do tego niejedną
obiekcję
Oto ja, tak prosty, tak nieodgadniony
Nie pasuję ci w milionach szczegółów
Nie odpowiadam w miliardach detali
Cos akceptujesz, czegoś nie znosisz
Cóż że za absurd w nicość
idący
Ja jestem ja, cóż mi po tobie
Gdy nawet spodziewać się nie chcę
By się nie zawieść, by się nie
zranić
Nie oczekuję, nie wymagam, nie
istnieję
A jednak ty powody znajdujesz
Dla których wiesz lepiej, znasz
bardziej, jesteś mną
Lecz tylko przez tę krótką
chwilę
Gdy ze mnie bierzesz, czerpiesz, i nic
dłużej
Oto my
Puenty nie zapiszę
I tak nie zrozumiesz.
|